sobota, 24 lipca 2010

Unia swoją "pomocą" nie pomaga

Po internecie krąży taki kawał, który brzmi: "Czym różnią się dotacje unijne od Yeti? Yeti ktoś widział". Ale okazuje się, że dotacje unijne istnieją i trafiają do kieszeni nie tylko Polaków, ale także do krajów spoza UE, a nawet samego kontynentu.

Będę się opierał na danych z artykułu Tomasza Cukiernika pt. "Pomoc zagraniczna Unii: na co idzie forsa podatników?".

Unia kreuje się na supermocarstwo i chce uzależnić od siebie inne kraje (począwszy od bliskiej b. Jugosławii, a skończywszy na państewkach Pacyfiku, o których przeciętny Europejczyk zazwyczaj nie słyszał). Są dwa sposoby: okupacja lub subwencje!

Głównymi celami eurojałmużny są: walka z ubóstwem, rozwijanie infrastruktury, ochrona środowiska, wspieranie reform demokratycznych, pobudzenie rozwoju ekonomicznego, rozwój rolnictwa, nowe technologie, walka z korupcją itd.

Brazylia, Indie, państwa arabskie i Chiny nie bawią się w dotacje, lecz inwestują (mając z tego zysk i nie obciążając kieszeni podatników) - dużą część kapitału lokują na Czarnym Lądzie.

Otwiera się rafinerie, elektrownie wodne, kopalnie, lotniska, nawet linie lotnicze. Budowane są zapory, zbiorniki i kanały wodne. W Afryce swój udział ma nawet duża hinduska firma telekomunikacyjna. To tylko część wszystkich obcych inwestycji. Polepsza to wizerunek krajów biednych, a "pomoc humanitarna" tylko pogarsza i ludzie zaczynają odnosić się do tych krajów z politowaniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz